Historia naszej adopcji zaczęła się dość typowo - od trudnego i frustrującego okresu
bezowocnego starania się o poczęcie dziecka. Nie braliśmy pod uwagę żadnej formy
sztucznego zapłodnienia i dość szybko zdecydowaliśmy się na zgłoszenie do ośrodka
adopcyjnego. W decyzji pomógł nam fakt, że wśród znajomych mieliśmy szczęśliwą rodzinę
adopcyjną. Z polecenia tej rodziny wybraliśmy Archidiecezjalny Ośrodek Adopcyjny.
Kursy przygotowawcze były wspaniałe. Dotyczyły nie tylko adopcji, ale też ogólnie
wychowania dzieci. Doszliśmy wtedy do wniosku, że każdy przyszły rodzic powinien
ukończyć taki kurs.
Po około roku od uzyskania kwalifikacji dostaliśmy telefon z propozycją adopcji półrocznej
dziewczynki. Byliśmy niezwykle szczęśliwi. Przez trzy tygodnie codziennie odwiedzaliśmy
córkę w domu dziecka, a potem pozwolono nam zabrać ją do domu. Po długim okresie
oczekiwania zostaliśmy wreszcie rodzicami!
Niedługo potem wróciliśmy do Ośrodka - chcieliśmy mieć większą rodzinę. Tym razem
zaproponowano nam 10-cio miesięcznego chłopca. Z drugą adopcją sprawa była
trudniejsza. Po pierwsze przyczyniła się do tego pandemia. Wizyty w domu dziecka były
możliwe w kratkę, kiedy akurat nie było większych obostrzeń. Dodatkowo, co było jeszcze
trudniejsze, okazało się, że sytuacja prawna chłopca nie jest jednak uregulowana - jego
matka biologiczna zgłosiła wniosek o przywrócenie władzy rodzicielskiej. Byliśmy rozdarci,
nie wiedzieliśmy co zrobić. Wiele osób radziło nam wycofanie wniosku o adopcję. Z pomocą
prawnika udało nam się ustalić, że sytuacja matki biologicznej się nie zmieniła i nie ma ona
realnych szans na odzyskanie władzy rodzicielskiej. Zdecydowaliśmy się walczyć i wreszcie
po 3 miesiącach udało nam się warunkowo zabrać syna do domu. Wcześniej musieliśmy
potwierdzić przed sądem, że zdajemy sobie sprawę, że syn może teoretycznie wrócić do
matki biologicznej. Ostatecznie matka biologiczna nie stawiła się na własnej rozprawie i rok
od przyjęcia syna w domu zostaliśmy formalnie jego rodzicami. Również adaptacja synka w
domu była trudniejsza niż w przypadku jego starszej siostry. Syn był starszy, kiedy do nas
trafił - miał 13 miesięcy. Dodatkowo, z powodu pandemii, przebywając w domu dziecka nie
wychodził na dwór i świat zewnętrzny bardzo go przerażał. Jednak stopniowo, małymi
krokami, udało nam się to przewalczyć i po dwóch miesiącach funkcjonował już zupełnie
normalnie.
Jakiś czas później znów zgłosiliśmy się do Ośrodka z chęcią adopcji trzeciego dziecka.
Trafiła do nas 9-cio miesięczna dziewczynka. Tym razem wszystko przebiegło sprawnie, bez
niespodzianek i po około trzech tygodniach byliśmy już w domu w komplecie.
Jesteśmy teraz rodzicami trójki zdrowych, ślicznych i mądrych dzieci. Dzieciaki dobrze się
rozwijają, świetnie funkcjonują w społeczeństwie. Każde jest inne i wyjątkowe na swój
własny sposób. Nigdy, nawet w trudniejszych chwilach (które oczywiście też się zdarzają, jak
w każdej rodzinie), nie żałowaliśmy decyzji o adopcji. Kiedy z perspektywy czasu myślimy o
naszej drodze do rodzicielstwa, niczego nie chcielibyśmy zmienić. Porażka starania o
biologiczne dziecko uczyniła nas silniejszymi ludźmi, a adopcja sprawiła, że staliśmy się
szczęśliwymi i spełnionymi rodzicami.
~ Rodzice Adopcyjni